W święta, mimo wielu obowiązków (głównie sprzątanie) nie mogłem wysiedzieć w domu. Gniazdo chyba miał podobny problem i nie było go ciężko namówić aby też wybrał się do Szczyrku. Sprawdźcie jak się bawiliśmy na końcówkach śniegu jakie zostały na Białym Krzyżu i jego okolicach. Miejscówki gdzie jeszcze w poprzednim millennium bywałem codziennie i zawsze z przyjemnością tam wracam.
Dziękuję bardzo Kamilowi Śliwce, który był tam z nami wszystko nagrywał i na koniec jeszcze przygotował ten przyjemny edit.
Ostatnio mocno zafascynował mnie instagram, ale i tak nie zapominam o moim blogu, dlatego teraz tu poniżej przedstawiam kilka zdjęć utalentowanego Ognia z naszego wspólnego wyjazdy teamu BURN do francuskiego Risoul/Vars, gdzie mimo wiosennej już aury i tak udało nam się większość czasu spędzić poza trasą.
Ale chwila, w której spora lawina porwała mojego kolegę i moment szukania go postawił nas solidnie do pionu i pewniakiem już jest, że było to najmocniejsze doznanie w sezonie, nikomu czegoś takiego przeżyć nie życzę. Najważniejsze, że wszyscy w tym samym składzie wróciliśmy do domów i możemy na spokojnie bez strat wyciągnąć z tego całego zdarzenia sporo wniosków. Nigdy więcej.
Pomijając wypadek z lawiną było super, dużo dobrego snowboardu, śmiechu i zabawy tak jak na wyjazdach snowboardowych być powinno.
Ostatnim eventem w tym sezonie w którym miałem okazję wystartować był Burn Snowpark Rally. Zawody fotograficzne na totalym chillu. Wraz z Juniorem byliśmy załogantami Marka Ognia, a mając tak utalentowanego fotografa z kapitana, byliśmy wręcz pewni sukcesu, bo Ogień jak mało kto potrafi jednym zdjęciem zaspokoić wszystkie zmysły i oddać klimat tej chwili.
Tematem zdjęć jakie mieliśmy zrobić był "versus", czyli na dwóch zdjęciach zrobionych na tej samej miejscówce mieliśmy pokazać przeciwności. Podeszliśmy do tematu ściśle jak do wypracowania maturalnego i strzeliliśmy dwie foty na których możesz porównać
dobra pogoda vs. zła pogoda
czerń i biel vs. kolor
method vs. method do góry nogami
regular vs. goofy
poziome foto vs. pionowe foto
foto strzelone od przodu vs. foto strzelone od tyłu
ligocki vs. wolak
zryte lądowanie vs. dziewiczy puch
Zadowoleni jesteśmy z naszego dzieła, poszliśmy prosto, pokazaliśmy czysty snowboarding i klasyczne triki.
Ostatecznie zdobyliśmy drugie miejsce, całkiem spoko, ale polowaliśmy na pierwsze. Coś czuję, że nasz kapitan Ogień tak tego nie odpuści i za rok znów nas powoła do załogi abyśmy nawet jednej załogi przed sobą już nie mieli.
Będąc w Białce miałem okazję nagrać jeden z przejazdów w snowparku Burton'a, w ramach "best line contest" sprawdźcie moich pięć trików na czterech przeszkodach.
Uwielbiam wiosenne jeżdżenie, koniec zimnych dni, słoneczko, slash, fajnie przygotowane parki, długie dni, przyjaciele, zajawka, i zazwyczaj największy progress. I tak w ostatnim tygodniu miałem okazję pojeździć głównie z Gniazdem po naszych rodzimych miejscówkach. Na pierwszy ogień poszedł nasz home spot czyli reBURNpark Juliany gdzie znaleźliśmy wiele kreatywnych linii od szczytu aż do dolnej stacji wyciągu w sumie ok 9-11 trików/przeszkód za każdym zjazdem.
Następnego dnia byliśmy już w Zakopanem i tam najpierw jeździliśmy w Parkowej Dolinie na Gubałówce, gdzie dwie skocznie w lajnie były wręcz perfekt i tam oddawaliśmy chyba ze sto skoków dziennie. Do tego w sobotę mój przyjaciel Marek Doniec, zorganizował swój mały event z okazji urodzin, na który przyjechało większość skoczków z naszego światka. Atmosfera tamtego dnia była magiczna wręcz i długo ją będę pamiętał, mam nadzieje, że za rok znów wszyscy się tam spotkamy.
Niedziela za to Burton Snowpark Białka Tatrzańska i spokojny chill na Easter Jamie gdzie zjechało się ponad 200 snowboarderów mega zajawkę czuło się w powietrzu, a park do shreddowania był jak z Kalifornii, z pięknym dużym kornerem jakiego nasza ziemia jeszcze nie widziała.
To był chyba pierwszy raz kiedy tak fajnie jeździło mi się w Polsce i zdecydowanie chciałbym takich dni mieć więcej. Dziękuje wszystkim, którzy się do tego przyczynili i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie jeszcze jeszcze jeszcze lepiej.
W miniony weekend odbyły się po raz szósty organizowane przez Martina Cernika trzy gwiazdkowe zawody w slope style pt. snow jam. Są to jedne już z nielicznych zawodów organizowanych w dzisiejszych czasach gdzie mocno jeszcze można poczuć dobry snowboardowy klimat. Całe zawody głównie są obsługiwane przez byłych czeskich riderów, którzy dobrze wiedzą jak snowboardowe zawody wyglądać powinny i tak poza wynikami jakie każdy z zawodników osiągnie liczy się dobra zabawa, przyjazne nastawienie i radość jaką daje jazda na desce z dobrymi kolegami. Szkoda, że takich zawodów jest coraz mniej ale liczę, że u naszym południowym sąsiadom nastawienie się nie zmieni i że zawsze będzie tam tak fajnie.
i jeszcze kilka smaczków z całe wyprawy.
Pyszny czeski speciał tzw. "smazak"
z organizatorem całego zamieszania a zarazem jednym z największych faworytów zawodów Martinem Cernikiem.
w czeskich barach ciągle można palić
i kantor w Lubawce otwarty 24h tylko trzeba zadzwonić do właściciela i za 5 minut przychodzi.
Ostatnio mieliśmy okazję wybrać się w Tatry. Ciągle jeździmy gdzieś po alpach, siedzimy w Austrii, Włoszech, Francji, a swoich gór nie znamy. Skład na wyprawę był świetny, WuPe, Marcin Jaskółka, i Kamil Śliwka ze swoimi wszystko zapisującymi aparatami i ja. Jako, że zdawaliśmy sobie sprawę, iż jakość śniegu nie jest najlepsza to naszym głównym celem była eksploracja terenu i sprawdzenie się czy jesteśmy w stanie poradzić sobie z biwakowaniem w namiocie rozłożonym w górach na śniegu przy sporym mrozie. Początkowo mieliśmy udać się na słowacką stronę Tatr, jednak spore opóźnienie, którego nie udało się uniknąć zmusiło nas do zmiany planów i udania się w dolinę 5ciu stawów
Pogoda na wyprawę w góry za tzw. milion dolców
Wszyscy z mega zjawką ochoczo ruszyliśmy w góry
Szybko jednak okazało się, że nasze plecaki są, za ciężkie, źle zapakowanie i zawierają trochę zbędnych rzeczy.
Wyjście nam się przedłużyło i zastał nas zmrok, na który na szczęście byliśmy przygotowani.
Noc ostatecznie spędziliśmy w schronisku, ale wszyscy jesteśmy przekonani, że jeżeli trzeba nam będzie w przyszłości rozbić się gdzie w górach z namiotem, to spokojnie sobie z tym poradzimy. Trzeba się jeszcze tylko trochę lepiej przygotować, trochę dosprzętowić i będzie lepiej niż w Sheratonie.
Jak na załączonym poniżej obrazku mimo 3metrowej pokrywy,śnieg nie był kopny wcale a jego pierwsze 15cm stanowiło konkretną skorupę lodową.
Tak więc bez, żadnego zjazdu, ale za to z wieloma wnioskami na przyszłość, sporym bagażem nowych doświadczeń wróciliśmy do domu. Tatry nas zafascynowały i będziemy chcieli tam wrócić.
Moja droga do Burn'in Snow była wyjątkowo trudna, ale dzięki tej imprezie miałem olbrzymią motywację aby jak najszybciej wrócić na deskę i w tych zawodach wystartować. Niestety na przygotowanie trików snowboardowych już czasu nie starczył, ale sam fakt, że w dwa tygodnie wróciłem do jazdy jest dla mnie dużym sukcesem.
Zresztą sprawdźcie sami jak to wyglądało (polecam w HD )
Za ujęcia i montaż odpowiedzialny jest Kamil Śliwka, który wykonał mega dobrą robotę. Dzięki Kamil.
Medale i dyplomy Międzynarodowych Mistrzostw Polski rozdane. Mimo dużego zmęczenia po Livigno udało mi się wskoczyć na 3 miejsce w SS i 2gie BA. Jakie by MP nie były to "blacha" z nich zawsze cieszy, a w tym roku nawet MP były bardzo dobrze zorganizowane, snow park przyjemny i można w nim było pokazać swoje triki, brak opóźnień, jasne zasady i dyscyplina zawodników. Cieszy fakt, że ranga tych zawodów z roku na rok rośnie jeszcze trochę popracujemy nad mediami i nagrodami i będą to z powrotem kolejne ważne zawody w kalendarzu polskich snowboardzistów.
Śnieg w Szczyrku zaczął, robić się coraz cięższy i powoli topnieć a jazda nie sprawiała już tyle przyjemności. Na szczęście razem z Wolaczkiem dostaliśmy misję aby pojechać do Livignio i tam reprezentować Polskę w 5*slope style "Burn River Jump" oraz na meetingu międzynarodowego teamu BURN'a. W zawodach jakoś mi nie poszło, coś nie mogłem wczuć się w skocznie jakie były ustawione na torze i odpadłem już w eliminacjach. Za to jednak miałem dużo czasu aby pomóc Tomkowi w zawodach od strony trochę trenerskiej i chyba nawet nieźle mi to poszło bo Junior, poradził sobie z zawodami rewelacyjnie, dostał się do półfinałów SS i jednocześnie został zaproszony do główniej imprezy River Jump gdzie pokazał wysokie loty.
Co do meetingu Burn'a to również było bardzo ciekawie, poznaliśmy wszystkich team riderów z Gigim na czele, razem się pobawiliśmy wymienili swoje poglądy w kilku tematach i wstępnie zaplanowaliśmy jakieś akcje, miejmy nadzieje, że większość z nich uda nam się zrealizować.
Zawsze jest dobrze skoczyć na deskę do Livigno, a jak jeszcze odbywają się tam jakieś ciekawe wydarzenia jak w naszym przypadku, to zaraz po powrocie myśli się o przyszłorocznym wypadzie.
Ostatnich kilka dni nieźle nas zasypało w beskidach. Nikogo z ekipy nie trzeba było namawiać na wyprawę w góry, tylko wszyscy punktualnie już o 8rano spotykaliśmy się pod wyciągami i do późnych godzin popołudniowych eksplorowali szczyrkowski las co chwila znajdując nowe świeże linie. Na takie warunki warto cały rok czekać i zbierać się o 6stej rano z łóżka, żeby jak najwięcej sobie pojeździć. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas tak zasypie.
4 i 5 lutyego odbyła się całkiem ciekawa akcja pt. Quiksilver snow edit, gdzie pięć wybranych trzyosobowych teamów miało za zadanie przez dwa dni zrobić jak najlepszy lub jak najciekawszy film.
Ja niestety byłem kontuzjowany i nie mogłem moim kolegą z teamu burn pomóc w jeździe, ale za to znaleźliśmy inny pomysł na moją postać. Sprawdźcie filmik ;)
Wielkie dzięki dla całej ekipy, seniora, juniora, Ognia i przede wszystkim dla Lukasa Gabryielskiego bo odwalił moim zdaniem kawał dobrej roboty.
Zawody Burnin' Snow juz za nami kto nie był ten ma czego żałować i lepiej niech już planuje przybycie za rok bo będzie jeszcze grubiej.
Z mojej perspektywy jako zawodnika było to event niesamowity, atmosfera jaka panowała wokół tych zwodów była wręcz magiczna, mimo ok 20 stopni mrozu, blisko 3 tys kibiców podkręcanych przez niezawodnego Hermana nam z całych sił kibicowało i dla takiej publiczności skakanie to przyjemność wielka, chyba jeszcze nigdy tak pozytywnie nakręcony na zawodach nie byłem. Wszyscy zawodnicy to czuli i dawali z siebie wszystko bo takich troków w Polsce już dawno nie widzieliśmy, wysokie, stylowe i czysto lądowane rotacje istny miód dla oka a np. młody Łukasz Martynek pierwszy raz startujący w tak dużej imprezie wręcz odleciał i siekną dabel fs rode 1260 (jak to za rok ustoi to 1 miejsce raczej będzie dla niego)
Dziękuję organizatorom z Grzesiem na czele, że swoje wizje urzeczywistnił i Jędrkowi za skocznie na której jeszcze bym sobie poskakał a przede wszystkim kibicom za przybycie i gorący doping, za rok gwarantuje ze bedzie jeszcze dużo dużo lepiej i żadne mrozy nas nie odstraszą. Oby więcej zawodów na takim poziomie w naszym kraju, bo tego nasz snowboarding zdecydowanie potrzebuje. Nasz sport jest najpiękniejszym sportem świata, trzeba go umieć tylko dobrze pokazać, ale po minionym weekendzie jesteśmy na dobrej drodze.